Wakacje w PRL

Minione czasy PRL-u dla wielu osób są zupełnie obce, dla innych zaś to wspomnienie. Jak wyglądały wakacje w tym okresie? Czym był wówczas odpoczynek? Po przeczytaniu tego artykułu poszerzysz nieco swoją wiedzę na ten temat lub powrócisz myślami do dawnych wspomnień.

W okresie Polski Ludowej wyjazdy wakacyjne organizowano co dwa tygodnie i był to tak zwany wypoczynek zorganizowany. Pierwszego i piętnastego dnia każdego miesiąca rozpoczynał się turnus wczasowy, podczas którego większość ludzi wyjeżdżała nad morze. Podróże zwykle odbywały się pociągami. Tłum ludzi, krzyki dorosłych i śmiech dzieci – oto obraz peronów. Trudno było o miejsce siedzące – zwykle zajmowali je ci najszybsi i najbardziej wprawieni w boju, dlatego korytarze pociągu były zapełnione po brzegi. Skorzystanie z toalety graniczyło wręcz z cudem, a trzeba wspomnieć, że podróże trwały czasem całą noc. Niektórzy wybierali za środek transportu PKS, które z reguły nie były wcale lepsze, bo panował w nich nie mniejszy ścisk. Dopiero później nastała era tak zwanych maluchów, którymi rodziny podróżowały samodzielnie i w nieco większej wygodzie. Do samochodów pakowano w pierwszej kolejności wszystkich członków rodziny, by następnie na dach włożyć bagaże i upchnąć ewentualnie wanienkę dla dzieci. Zdarzało się, że bagaż był większy aniżeli samo auto, co było nietrudne, zważając na niewielkie – jak sama nazwa wskazuje – rozmiary malucha. Nie przeszkadzało to jednak w tym, by zabrać ze sobą większą liczbę osób. W końcu nikt jeszcze wtedy nie słyszał o fotelikach ani o bezpiecznej jeździe w pasach bezpieczeństwa, dlatego dzieciaki sadzano na kolanach dorosłych i w taki właśnie sposób gnano do miejsca docelowego. A po drodze zero zamówień w McDrive. Jadano tylko własnoręcznie zrobione kanapki, które popijano herbatą z termosów. Swojsko, z klimatem i przede wszystkim zdrowiej.

Nieodłącznym elementem każdego wywczasu była obecność kaowca. Niezależnie od miejsca zakwaterowania – czy były to przedwojenne pensjonaty, czy też nowoczesne domki wczasowe bądź też domki kempingowe – wakacje zawsze wyglądały tak samo. Zaczynały się od wieczorku zapoznawczego z kaowcem kulturalno-oświatowym, który organizował ognisko, wycieczki  czy różne konkursy. Każdy dzień takich wczasów kończył się potańcówką czy wspólnymi grami. Powszechnie dostępne były biblioteki i sale telewizyjne, w których wszyscy niecierpliwie czekali na pogodę. Krótko mówiąc: było wszystko, czego dusza zapragnie. 

Jak wyglądała kwestia wyżywienia na wakacjach w czasie PRL-u? Wszelkie wczasy wyjazdowe zwykle wiązały się z dwoma – trzema posiłkami w ciągu dnia, a z racji liczby ludzi do obsłużenia – posiłki dzielono na kilka tur. Na śniadanie niemalże zawsze podawano zupę mleczną, parówki lub serek. Obiad zwykle stanowiła zupa z ziemniakami i kompot, zaś na kolację jadano na przykład mortadelę. Lepsze wyżywienie oferowano z ośrodkach górniczych czy hutniczych. Tam na obiad można było zjeść schabowe, a do śniadania podawano też wędliny. Niedzielnym posiłkom towarzyszył też deser w postaci lodów czy ciasta. W lepszych ośrodkach pokoje wyposażone były w grzałkę, co umożliwiało zaparzenie herbaty. Poza tym na wszelki wypadek warto było wyposażyć się w sztućce, bo te stołówkowe nie zawsze były kompletne i nierzadko widelcom brakowało zębów.

Cały ten obraz pewnie przywodzi na myśl sielankę i wakacje z prawdziwego zdarzenia, wywołuje nostalgię i delikatny uśmiech na twarzy. Jednak czy aby na pewno chcielibyśmy, aby nasze wczasy wyglądały właśnie tak? Kiepskiej jakości pokoje, nierzadko dziurawa podłoga, niebywały tłum ludzi i sztywne godziny posiłków wątpliwej jakości – można by rzec, że jest to opis pobytu oferowanego przez jakiś szemrany pensjonat na prowincjach. Owszem, PRL-owskie wywczasy miały swój niepowtarzalny klimat i każda rodzina z niecierpliwością na nie czekała. Wówczas jednak nie był to symbol luksusu. Ot, zwyczaj, który towarzyszył każdej robotniczej rodzinie. Dziś wakacje są dla nas czymś, na co nie zawsze możemy sobie pozwolić, a wtedy władza wręcz narzucała taki właśnie sposób spędzania czasu latem, zaś ośrodki wczasowe były budowane celowo dla danej grupy przyjezdnych, na przykład dla konkretnego zakładu pracy.